eM eL wrote:
> No i potrawy indyjskie czesto uzywaja pieprzu kajenskiego
> albo czerwonego proszku chili - nalezy uwazac, bo obie przyprawy
> nawet w malych dawkach ( 1/2 lyzeczki...) dodaja b.duzo "ostrosci" do
> potraw.
===
1/2 lyzeczki? Masz platynowe podniebienie, czy zwietrzaly kajen?
Kilka lat temu funkcjonowal we Wroclawiu barek prowadzony przez dwoch
indyjskich(#?@) kucharzy. Punkt na lokal byl zly, wiec po trzech miesiacach
padli. Ale ja w tym czasie bylem ich stalym klientem, byc moze jedynym.
Pierwsza moja wizyta byla niemalym zaskoczeniem, gdyz panowie oprocz swojego
rodzimego jezyka poslugiwali sie jedynie mocno polamana angielszczyzna. Po
przeciagajacej sie probie uzgodnienia mojego zamowienia stanelo na "chilli".
Bylo to jedyne kulinarne slowo, ktore moglismy wspolnie uzgodnic.
Po pol godzinie oczekiwania i wciagania nosem oszalamiajacych zapachow
otrzymalem talerz z ryzem polanym sosem sojowym i kawalkami miesa w ladnym,
jasnym sosie. Do tego niezidentyfikowana surowka i - uwaga - duzy dzbanek
wody. Lekko zdziwiony ta woda, nabralem na widelec pierwsza porcje ryzu - do
dzisiaj nie potrafie takiego zrobic - potem mieso. I to byl koniec
degustacji.
woda w dzbanku przydala sie. W calosci. LOL
Kazda nastepna wizyte w tym przybytku rozpoczynalem od "good afternoon, no
more chilli, please".
Jadlem tam przerozne, znakomite dania, ale nigdy podczas zamawiania nie
wiedzialem co dostane. I to bylo fascynujace! Podawano mi a to przesmaczne
pierozki, a to jakies niby-nalesniki, miesa przedziwnie przyprawione, raz
nawet ryba, na moj gust sola, ale tak nieprawdopodobnie zaziolowana, ze
moznaby ja nazwac wyrobem solopodobnym, gdyby nie to, ze byla
re-we-la-cyj-na (dosypcie kamisa do soli, to bedziecie wiedziec o czym
pisze - zgroza!).
Uff. Rozpisalem sie. Zamiast indyjskiej knajpki jest teraz fryzjer. Wroclaw
poniosl niepowetowana strate! I zaden Sfinks, czy Piramida jej nie naprawia.
Szkoda.
waldek
===