> A gdzie mozna bywac na zapleczu i ogladac warunki pracy kucharzy? Czy
> *naprawde* chcialbys byc swiadkiem przygotowywania tych wszystkich cudow?
> Jak mawial Kubus Puchatek "wszystko, co najlepsze w jedzeniu miodku to ten
> moment przed". Chyba nikt i nigdy nie zagwarantuje Ci w 100% najlepszego w
> swiecie kucharza pracujacego w sterylnym pomieszczeniu. Oczywiscie, nie
mam
> na mysli zlych warunkow higienicznych. Wydaje mi sie, ze jesli juz zapada
> decyzja o spozyciu posilku w restauracji, to nie nalezy sobie tej
> przyjemnosci psuc roznorakimi domyslami.
Nie da sie !!! W pewnym momencie robi sie taki kociol, ze juz nie zwracasz
uwagi co na czym kroisz, na czym kladziesz. I chodz w kuchni gdzie
szefowalem kotlety nie walaly sie po podlodze i ogolnie naprawde dbalismy o
higiene, to jest to jednak cos odmiennego niz kuchnia w domu. Jeszcze jedno
: jedzac w jakiejkolwiek knajpie licz sie z tym, ze dana potrawe jedna lyzka
moglo probowac pare osob (co bardzo tepilem, ale nie zawsze sie udawalo)
:)))
BTW, najlepszy numer opowiadal mi uczen na praktyce, Wczesniej byl na
praktyce w hotelu w Brzegu (woj.opolskie). Pewnego razu
kierowca-zaopatrzeniowiec przyszedl do kuchni cos zjesc, dostal wiec fasolke
po bretonsku podana na talerzu z mikrofalowki. Tak sie zlozylo, ze akurat
ktos zamowil. Kucharka zabrala mu ten talerz, dolozyla fasolki, podgrzala w
mikro , nalozyla porcje dla goscia a reszte dala kierowcy zpowrotem do
jedzenia. Glowe daje , ze talerz nie zostal potem umyty i nastepny mial tak
samo podgrzewane.
Jezeli kogos zniechecilem od gastronomii w ten sposob, to sorry, ale
naprawde wszedzie tak nie jest
Przemyslaw Koziarski